EMERYTY
Projekt
artystyczny, inspirowany spektaklem i dziełem plastycznym Tadeusza
Kantora Umarła klasa z 1975 roku oraz opowiadaniem Brunona
Schulza pt. Emeryt z 1935 roku.
Autorka
projektu i tekstu Anna Kaszuba-Dębska
I.
LALKA
/ MANEKIN
Tak się
zaczęło:bezceremonialnie i naraz zdemaskował się mechanizm
manekinów, poruszanych sprężyną tęsknoty. (..) Jak nakręcone
próbowały poruszać się figurki sztywnych panów w melonikach i
pań elastycznych o wciętej talii. (…) Oto pałubiasta i nudna
materia świata wchodziła w swój najdoskonalszy etap życia: w
decydującą dla jej losu epokę sztucznych kształtów (...)
Wtedy odkryto
także w ludziach duszę materiałów: duszę nieporadnej porcelany.
Dusze papieru i drzewa. Duszę żelaza. Dusze blachy. Równocześnie
wyszły na ulicę miasta lalki z witryn, rozmaite koncepcje lalek. Tu
głowa kobieca z kroplą porcelanowego smutku lub kroplą
rozwiązłości, jak na zamówienie wszystko. Dalej szła lalka na
wpół zrobiona melancholią, której nie należy brać zbyt poważnie
(..) A wszystkie te torsy, na prawo i lewo pochylone, prezentują się
jak zdarzenie niezwykłe i jedynie ważne: włosy ondulowane co trzy
lub cztery centymetry fala, nie ma tu przypadku ani kaprysu. Oto
morze blaszane włosów idzie w dół i w górę, idzie rytmem
odmierzonym i jak los niezmiennym.(...)
Tak
w latach trzydziestych XX wieku, pisze w swojej książce Akacje
kwitną, poetka, pisarka i filozofka Debora Vogel. Zafascynowana
pulsującą tkanką wielkiego miasta, metropolii, jej nowoczesnością,
zmiennością ulicznych pejzaży, reklamą, pędem wynikającym z
rozwoju przemysłu i usług, czerpie idee i tematy dla własnej
twórczości poetyckiej i prozatorskiej. Jednym z jej elementów jest
refleksja nad, mijanymi podczas
spacerów po mieście, sklepami z witrynami wypełnionymi nieruchomym
życiem manekinowych kobiet i mężczyzn. Debora Vogel
podąża za nowoczesnością wynikającą z postępu cywilizacyjnego,
podobnie, jak wielu innych europejskich twórców awangardowych,
czego przykładem jest ruch dadaistyczny, czy zwrócony ku
funkcjonalizmowi Bauhaus.
Okres
międzywojenny w Europie, to rozwój masowej produkcji odzieży, a co
za tym idzie, reklamy i sprzedaży tych produktów. Wraz z rozwojem
przemysłowym, zwiększeniem popytu na odzież, pojawiają się nowe
lalki wystawowe łudząco imitujące ludzi. Witryny sklepów,
magazynów handlowych i domów mody wypełniają się manekinami
prezentującymi na sobie kolekcje projektowane według najnowszych
trendów mody. W Paryżu, Wiedniu, Berlinie funkcjonują fabryki i
odlewnie lalek, mierzących wzrostem ludzkiej skali, a w swym
pięknie, doskonałości, a wręcz perfekcyjności, doskonalsze od
ludzkich pierwowzorów. Gazeta z dnia
20 lipca 1931 roku, pt. Kurier literacko naukowy,
przedstawia fotografie produkcji takich lalek i opisuje:
MARTWE MODELE
W POSZUKIWANIU
NOWYCH FORM. - SZTUKA IDZIE Z POMOCĄ – TYPY LALEK
W rozmaitych
dziedzinach życia społecznego stara się nasza epoka o stworzenie
własnych oryginalnych form. Idzie o to, ażeby wyrugować wieloletni
szablon i na to miejsce dać prawdziwie nowoczesny kształt. (…)
Zabawki dla dzieci stylizuje się w duchu nowoczesnym, podobnie
dzieje się to z figurami, które zdobią wystawy sklepowe i noszą
na sobie modele sukien, okryć itd. Każde wielkie miasto posiada
znaczne zapotrzebowanie na tego rodzaju figury, ażeby ozdobić nimi
witryny magazynów. O ile dawniej lalki te były najczęściej, tylko
częściowe, gdyż składały się z czegoś jakby modelu torsu,
dzisiaj wytwarza się całe postacie, odlewy rzeźbiarskie, na
których suknia układa się naturalnie, jak na żywym ciele.
Największe
ośrodki tego przemysłu mieszczą się w Berlinie i Paryżu. Tam to
w obszernych salach odlewa się w specjalnych formach poszczególne
części lalki, aby następnie postawić ją już gotową do
wysuszenia w odpowiednio ogrzanych salach.
Wizyta w takim
laboratorium, wytwarzającym lalki sklepowe, sprawia niesamowite
wrażenie. Oto pod ścianami widzimy rzędy białych figur, z których
jedna podnosi wdzięcznie rękę, inna znowu przechyla głowę. Mamy
tutaj do czynienia z rozmaitymi pozami, rozmaitymi tuszami,
uczesaniami włosów itd. Wytwórcy lalek dbają niezwykle o wygląd
zewnętrzny figur. A więc malarze nakładają czerwień na białe
wargi, pociągają brwi, malują karby włosów, wprawiają rzęsy,
karzą lalką uśmiechać się, względnie smucić.
W ten sposób
otrzymujemy cały szereg typów, bardzo nowoczesnych w wyrazie. Do
typów tych odbiera się odpowiednie suknie jasne i wesołe,
dziewczynkowate, czy poważne, wytworne, czy skromne. Klientka, która
wchodzi do sklepu odszukuje ten właśnie typ, który jej odpowiada i
nie gubi się w masie modeli. Podobne figury posiadają wielkie
magazyny również i w dziale konfekcji męskiej, gdzie możemy
widzieć na eleganckich sylwetkach, pięknie skrojone smokingi,
ubrania marynarkowe, fraki itd.
Sztuka podąża za
wymogami handlu. Dzięki niej wystawy i wnętrza domów handlowych,
przedstawiają się znacznie estetyczniej i milej dla tak pożądanej
klienteli. Dawniej w sklepach straszyły woskowe figury o
wykrzywionych twarzach i nieludzkich minach.
Temat lalki dla
twórców dwudziestolecia międzywojennego jest elementem szczególnie
istotnym. Lalka znana jest od wieków w wielu kręgach kulturowych,
jako dziecięca zabawka, magiczna lalka wudu, czy sakralny idol,
teraz zaczyna nabierać nowego znaczenia. Od momentu, kiedy
impresjonista Edgar Degas ubiera w strój baletowy wykonaną przez
siebie rzeźbę dziewczynki, następuje przemiana w myśleniu o
rzeźbie. Wkrótce surrealizm i dadaizm otworzy drogę w sztuce,
takim artystom, jak Oskar Kokoszka, który stworzy kukłę będącą
substytutem swojej byłej kochanki, z którą będzie pokazywać się
w miejscach publicznych, czy Hans Bellmer, który w perwersyjny
sposób uczyni z elementów lalek nowe wynaturzone byty, ledwo co
dojrzałe seksualnie lalkowe modelki do swoich artystycznych
fotografii.
Lalkowatość to
temat wkradający się ze wszech stron do popkultury. W kinie w 1931
roku triumfy święci ekranizacja powieści Frankenstein,
gdzie młody naukowiec powołuje do życia stworzonego z ludzkich
szczątków potwora. Emocje wywołuje film Gabinet dr Caligari,
tu temat, surrealność scenografii i odrealnienie postaci sprawia
wrażenie marionetkowości aktorów. W Polsce funkcjonują, popularne
wśród publiczności, szeroko opisywane w prasie, coroczne szopki
polityczne, w których marionetki uosabiają osoby ze świata
polityki, kultury i sztuki.
Nic
więc dziwnego, że i artyści czerpią inspirację i tworzą dzieła
będące odpowiedzią i dyskursem wobec swego czasu. Zafascynowana
modernizmem, lwowianka Debora Vogel, obserwując witryny sklepowe
wypełnione martwymi lalkami, fascynując się ich materią, świadoma
ich imitacji i tandety, kreuje w swojej twórczości nową
rzeczywistość,w której ożywia sklepowe manekiny.
W
tym samym czasie, innego polskiego pisarza, zresztą bliskiego
przyjaciela Debory Vogel, Brunona Schulza, mieszkańca okręgu
przemysłu naftowego Drohobycz-Borysław, tak zwanej „polskiej
Pensylwanii”, zajmuje temat sklepowych lalek i manekinów. W swojej
książce Sklepy cynamonowe,
wydanej w latach trzydziestych XX wieku, pisze:
Materia jest
najbierniejszą i najbezbronniejszą istotą w kosmosie. Każdy może
ją ugniatać, formować, każdemu jest posłuszna. (…) Demiurgos
kochał się w wytrawnych, doskonałych i skomplikowanych materiach -
my dajemy pierwszeństwo tandecie. Po prostu porywa nas, zachwyca
taniość, lichota, tandetność materiału. Czy rozumiecie (..)
głęboki sens tej słabości, tej pasji do pstrej bibułki, do
papier mache, do lakowej farby, do kłaków i trociny?(..) Demiurgos,
ten wielki mistrz i artysta, czyni ją niewidzialną, każe jej
zniknąć pod grą życia. My przeciwnie, kochamy jej zgrzyt, jej
odporność, jej pałubiastą niezgrabność. Lubimy pod każdym
gestem, pod każdym ruchem widzieć jej ociężały wysiłek, jej
bezwład, jej słodką niedźwiedziowatość. (…) Chcemy stworzyć
po raz wtóry człowieka, na obraz i podobieństwo manekina.
II.
EMERYT /
BRUNO SCHULZ / ROK 1935
Jestem
emerytem w dosłownym i całkowitym znaczeniu tego wyrazu, bardzo
daleko posuniętym w tej własności, poważnie zaawansowanym,
emerytem wysokiej próby.
Być
może, że przekroczyłem nawet pod tym względem pewne ostateczne i
dopuszczalne granice. Nie chcę tego zatajać, cóż w tym tak
nadzwyczajnego? (…) Czytelnik zrozumie,
że nie mogę być zbyt wyraźnym. Moja forma egzystencji zdana jest
w wysokim stopniu na domyślność, wymaga pod tym względem wiele
dobrej woli. (...)Wtedy marzę o tym, żeby
zostać roznosicielem pieczywa, monterem sieci elektrycznej albo
inkasentem kasy chorych. Albo choćby kominiarzem. (…) Takie
są moje marzenia w nieodpowiedzialnych, zmarginesowanych godzinach.
Nie wypieram się ich, choć widzę ich bezsens. Każdy powinien znać
granice swej kondycji i wiedzieć, co mu przystoi. Dla
nas, emerytów, jest jesień na ogół niebezpieczną porą. Kto wie,
z jakim trudem dochodzi się w naszym stanie do jakiej takiej
stabilizacji, jak trudno właśnie nam, emerytom, uniknąć
rozprószenia, zgubienia się z rąk własnych, ten zrozumie, że
jesień, jej wichury, wzburzenia i konfuzje atmosferyczne nie
sprzyjają naszej i tak zagrożonej egzystencji.
Schulz
w opowiadaniu Emeryt, którego
fragment prezentuje powyżej, kreuje nową nieoczywistą, surrealną
rzeczywistość, której bohaterem jest starzec, emeryt, człowiek
mający wszystkie etapy życia, dzieciństwo, dorastanie, młodość,
dojrzałość, daleko za sobą. To człowiek świadomy upływu czasu,
człowiek u kresu życia, człowiek zmarniały. Jednak, mimo
beznadziejnośći swojej egzystencji, zramolałości ciała, posiada
wciąż własne ukryte pragnienia i dziwaczne marzenia. W całej tej
bezsensowności starczego życia, emeryt nagle przenosi się w nową
rzeczywistość. Jak za dawnych lat, mimo swojego wieku, siedzi znów
w uczniowskiej ławce w wielkim szkolnym drewnianym budynku,
przypominającym salę teatralną. Inni koledzy, uczniowie
biorą go za rówieśnika. Emeryt staje się mentalnie chłopcem,
nosi w kieszeniach kolorowe skarby, skarży na innych, sepleni i
łobuzuje.
Starzec, Emeryt z
opowiadania Schulza, jak lalka ze sklepowej witryny z prozy Debory
Vogel, otrzymuje w darze nowe życie, nową surrealną rzeczywistość.
Czterdzieści lat po
opublikowaniu opowiadania Emeryt, inny polski artysta, malarz
Tadeusz Kantor, sięga do niego ponownie i tworzy spektakl teatralny,
oparty na wizji pisarza, również malarza, Brunona Schulza.
III.
UMARŁA KLASA
/ TADEUSZ KANTOR / 1975 rok
Premiera
spektaklu Umarła klasa,
według pomysłu i reżyserii Tadeusza Kantora, odbyła się w
Krakowie 15 listopada 1975 roku. Grano go w wielu krajach ponad
tysiąc pięćset razy, a w 1976 roku spektakl został przez magazyn
Newsweek uznany za
najlepszy spektakl teatralny na świecie.
Podobnie,
jak w opowiadaniu Schulza, tak
i tu, w ławkach szkolnej sali, siedzą starcy ubrani w czarne
stroje, Kantor określa ich: Bliscy śmierci, niektórzy już
umarli.
W
tej surrealnej sytuacji, aktorzy nieruchomym wzrokiem, ciekawie
wychylają się z ławek próbując dostrzec jakiś moment
przeszłości z czasów własnej niedojrzałości. Pojawiają się
wyliczanki, dziecinne dowcipy, głupie słowa.
Tadeusz
Kantor, przygotowując spektakl, dwadzieścia lat po tragicznym
szczególnie w Polsce doświadczeniu wojny i Holokaustu, czerpie z
twórczości zamordowanego przez hitlerowców Brunona Schulza i
samobójcy w wyniku agresji ZSRR na Polskę, Stanisława Ignacego
Witkiewicza – Witkacego, autora wykorzystywanego przez Kantora
dramatu Tumor Mózgowicz.
Dla
mnie malarki, ta kompilacja osobowości trzech malarzy, z których
dwóm życie odbiera wojna, jest szalenie interesująca. Dla
wszystkich trzech obraz to prapoczątkiem twórczości, później
uzupełniany przez słowo.
W
spektaklu Umarła klasa,
jednym z głównych motywów przewodnich jest tęsknota za
przeszłością i niemożność powrotu do dzieciństwa. Wbrew
tytułowi jednak, tematem nie jest śmierć, której samoświadomość
wzbudza lęk, ale przemijanie i niemożność zatrzymania chwili.
Ważna rola została tu powierzona manekinom, którymi
posługuje się Kantor. Te humanoidalne lale, przypominające
manekiny z muzeum figur woskowych mogą wywoływać uczucie strachu i
wstrząsu wywołanego skojarzeniem ze śmiercią. Są, ni to
przedmiotem imitującym człowieka, ni to aktorem, a jednak występują
na scenie, ucieleśniając figury z dzieciństwa aktorów. W Umarłej
klasie, wpisują się również w tragiczne losy narodu
żydowskiego podczas II wojny światowej.
W
moich działaniach artystycznych, w których czerpię z dorobku
trzech malarzy, Schulza, Witkacego i Kantora, bliska ideowo jest mi
wypowiedź Magdaleny Hniedziewicz, z recenzji opublikowanej w 1976
roku w magazynie Kultura w artykule pt. Czas przeszły,
czas żywy teatru Kantora:
Aktorzy
zachowują się, znów według określenia Kantora "jak
zwierzęta w ZOO" - zajmują się swoimi sprawami, sami
oglądają oglądających. Są też oglądani, a raczej podglądani
przez publiczność. Dokonał tu bowiem Kantor dość prostego i
bardzo nośnego odkrycia - wystarczy te same wydarzenia, tę
samą akcję przenieść ze środka pomieszczenia, z osi
widzenia gdzieś do kąta, aby zmienić gruntownie sytuację
oglądającego. Staje się on automatycznie podglądającym, a
więc postawiony jest w sytuacji dwuznacznej, żenującej, zwłaszcza
w momentach, gdy przed jego oczyma rozgrywają się "kompromitujące
incydenty", gdy do głosu dochodzi "pokraczny, sztubacki
ekshibicjonizm". A jednocześnie ten sam widz ma poczucie
uczestniczenia w wydarzeniu artystycznym, a więc w czymś
uszlachetniającym, podnoszącym, czymś eo ipso wzniosłym.
Jaskrawa niekoherencja tych dwu wrażeń staje się w przypadku
"Umarłej klasy" jeszcze jedną formą katharsis, równie
jak inne przewrotną i dwuznaczną.
IV.
EMERYTY / MANEKINY /
2015
Emeryty
to
projekt interdyscyplinarny, który jest kontynuacją i nawiązaniem
do wcześniejszych moich działań artystycznych. Mam tu na myśli
Projekt
Szpilki,
w którym przez ostatnie lata zbieram damskie buty z ciekawymi
historiami. Jako
inspiracja do stworzenia kolekcji malowanych butów, posłużyły mi
rysunki Brunona
Schulza, który przez całe artystyczne życie namiętnie rysował
kobiety.
Z obsesyjną fascynacją zwracał uwagę szczególnie na damskie
stopy i buty. Podczas
akcji zbiórki butów, zebrałam kilkaset par obuwia kobiet z całego
świata. Wszystkie pomalowałam i umieściłam na nich specjalnie
wymyślone na ta okazję ,znaki piktograficzne oraz kody QR. Dzięki
nim odbiorca dzieła, może wejść z nim w interakcje. Samodzielnie
odkodować i odczytać historie kobiet za pomocą tradycyjnych
technik malarskich i nowoczesnych mediów (smartfonów czy tablety).
Jest to forma artystycznej zabawy widza z dziełem, który podczas
prezentacji kolekcji na żywej zielonej trawie, tworzy w przestrzeni
publicznej, instalację.
Podobne
założenia przyjęłam w nowym działaniu, któremu nadałam,
wzorując się na opowiadaniu Schulza, tytuł Emeryty.
Tu również przede wszystkim chodzi o interakcje widza z obiektem
sztuki.
Ale
od początku:
Kolekcja
obiektów Emeryty
tworzy instalację artystyczną nawiązującą do kantorowskiego
Teatru Informel, gdzie aktor zostaje zrównany z przedmiotem i
poddaje się przypadkowi. U Kantora aktorzy to „…worki,
ludzie w szafie upodobnieni do wieszanych tam ubrań, pozbawieni
własnej woli, gadający swoje własne bzdury”.
U
mnie, obiekt Emeryt to
z kolei przedmiot - aktor, posiadający specyficzne właściwości,
własną workowato pałubiastą formę, dźwięki, historie zapisane
tekstem i za pomocą video.
Każdy
Emeryt to manekin,
uszyty z płótna malarskiego w kształcie nawiązującym do worka,
owiniętego w całun ciała ludzkiego, dziecięcego becika. To też
obiekt inspirowany kantorowskim ambalażem-opakowaniem.
Skupia w sobie elementy świadczące o przemijaniu i upływie czasu.
Każdy
Emeryt z kolekcji, to
alter ego konkretnej osoby związanej, albo ze środowiskiem Tadeusza
Kantora, głównie artystów skupionych wokół Grupy
Krakowskiej, albo osoby żyjącej
współcześnie. W ten sposób powstaje nowa społeczność manekinów
połączona ta sama ideą przemijania, tworząca instalację w
przestrzeni miejskiej. Widz poprzez nowe media, dzięki kodom QR
umieszczonym na metkach wszytych w manekiny, ma do czynienia nie
tylko z rzeczywistym obiektem sztuki, ale poprzez zeskanowanie kodu
QR może obejrzeć video, w którym rozpoznaje prawdziwe alter ego
danego manekina. Może też wejść głębiej w interakcje z dziełem
i odczytać jego część literacką, zawierającą marzenia i
wspomnienia z przeszłości.
Manekin
Emeryt nawiązuje
również do dzieła Tadeusza Kantora poświęconego matce, w którym
na zwykłych workach drukuje jej wizerunki w różnych okresach
życia. Worek staje się tu znakiem czasu, przemijania,
symbolem ciężaru, jaki nosi człowiek.
Emeryt
poprzez swoją bezkształtność i miękkość staje się materią
dającą się plastycznie modyfikować. Posiada dwa oblicza. Rewers,
to nadrukowana na patynowane płótno stara fotografia z dzieciństwa
danej osoby biorącej udział w projekcie. Awers to namalowana
współczesna sylwetka, portret tej osoby. Manekin, jak każdy
przedmiot przeznaczony do sprzedaży, posiada metkę, na której
umieszczone są kody Qr. Po zeskanowaniu ich smartfonem, widz w
osobistym telefonie może odczytać tekst historii z dzieciństwa,
lub film video prezentujący rzeczywiste alter ego manekina, czyli
konkretną osobę. W swojej dwoistości obiekt Emeryt zawiera
tajemnicę przemijania i nieustającego dążenia do ostateczności.
Kantor w Umarłej klasie wybiera właśnie pojęcie śmierci
dla odrodzenia uczuć w odbieraniu sztuki. Myśl o własnej śmierci,
a co za tym idzie o przemijaniu u każdego człowieka, wywołuje
bardzo silne emocje wynikające ze świadomości życia, a ona może
oczyszczać.
Kolekcja
kilkudziesięciu obiektów Emeryty, tworzy atrapy ludzi,
wpisujące się też w taką myśl Tadeusza Kantora:
„Ludzie atrapy.
Infernum-wnętrze, w które wszedłem. Obraz, jego wydzielina,
materia mego organizmu. Życie w swojej czystej postaci, które
przepływa przez tę materię. Tylko przepływa. Znaleźć ISTOTY,
które by podlegały temu przepływowi, bezwolne. (ciągle ta postać
ludzka) I znalazłem: ATRAPY. ATRAPY LUDZKIE. Znalazłem w moim
teatrze. W mojej Budzie Jarmarcznej”.
Instalacja
nawiązując do kantorowskiego Teatru
Heppeningu zjawiać się ma w miejscach nieoczekiwanych
w przestrzeni publicznej i zadziwiać przechodnia. Obiekty Emeryty,
jak kantorowscy aktorzy poddawać się mają chwili, wchodząc w
interakcje z widownią. Celem takiego działania jest zwrócenie
uwagi na wszechstronność dokonań teatralnych i artystycznych
Tadeusza Kantora. Utrwalenie pojęć:
ambalaż, informel, heppening, pojęcie Teatru Śmierci.
Popularyzowanie wiedzy o twórczości Kantora wśród osób
niezwiązanych z kulturą i sztuką, poprzez otwartość projektu na
każdego, bez ograniczeń wiekowych, do wzięcia w nim udziału.
Każdy poprzez ofiarowanie zdjęcia z dzieciństwa i własnej
historii, może otrzymać swoje drugie alter ego. Stać się
manekinem Emerytem. Działanie zyskuje w ten sposób wymiar
społeczny i angażuje osoby z różnych środowisk do działania
artystycznego. Interdyscyplinarny i intermedialny charakter projektu
trafia do wielu grup społecznościowych, poprzez różne media:
dzieło sztuki, tekst, internet, telefon komórkowy, video, czy
heppening. Poprzez działanie społeczne, wielowymiarowość i
wielowarstwowość projektu, jego interdyscyplinarność, Emeryty
zwracać mają uwagę na zjawisko przemijania czasu i odwiecznej
konieczności i pragnienia człowieka, pozostawienia śladu kolejnym
pokoleniom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Uwaga: tylko uczestnik tego bloga może przesyłać komentarze.